Menadżer to brzmi dumnie. Większość tych, którzy mają jakiekolwiek podstawy, by określać się tym mianem, jest zapewne z tego dumna. Ale czy sam fakt wykonywania jakiegoś zawodu jest powodem do dumy? Czy bycie lekarzem, adwokatem, motorniczym, sprzedawcą uprawnia do dumy? Moim zdaniem nie. Dopiero bycie dobrym lekarzem, albo dobrym motorniczym jest powodem do domy. Podobnie rzecz ma się menadżerami. Powody do dumy mają tylko dobrzy menadżerowie.

Który zatem menadżer jest dobry, a który nie? Odpowiedzi będzie zapewne tyle, ilu odpowiadających. Moim zdaniem najlepszą odpowiedź na to pytanie zawarła Carla Northcutt w swojej już prawie kultowej „złotej myśli”: „Celem wielu liderów jest sprawić, by ludzie myśleli o nich lepiej. Celem wielkiego lidera jest pomóc ludziom myśleć lepiej o sobie”.

Wiele definicji, określeń, opisów roli menadżera i jego zadań akcentuje przede wszystkim skuteczność. Skuteczność w osiąganiu wyznaczonych celów. I jest to zapewne prawda. Ale… Menadżer nie działa w próżni, nie działa sam. Można wręcz powiedzieć, że istotą pracy menadżera jest osiąganie celów przy pomocy i razem z innymi ludźmi. Zatem można być świetnym fachowcem od budowy maszyn albo prowadzenia usługowo ksiąg rachunkowych, ale jeśli nie będzie się umiało właściwie współpracować z ludźmi, nie będzie można być dobrym menadżerem kierującym fabryką maszyn lub biurem rachunkowym. Zaryzykuję wręcz trochę prowokacyjną tezę: żeby dobrze zarządzać – trzymajmy się już tych przykładów – fabryką maszyn lub biurem rachunkowym, nie trzeba się znać na budowie maszyn lub prowadzeniu ksiąg. Trzeba natomiast umieć dobrać odpowiednich ludzi, a następnie sprawić, aby praca i dawanie z siebie jak najwięcej przynosiło tym ludziom satysfakcję. Aby myśleli o sobie coraz lepiej.

Oczywiście pewna wiedza o tym, czym zajmuje się zarządzana firma jest przydatna, w pewnym zakresie wręcz konieczna. Ale znam kilka przypadków, w których to, że prezes znał się bardzo dobrze na tym, co wykonywali szeregowi pracownicy na hali fabrycznej, było minusem, bo taka firma nie miała na czele lidera, prezesa, lecz bardzo dobrego, ale tylko specjalistę od produkcji.

Czas najwyższy, aby uświadomić sobie, że zarządzanie jest odrębną dziedziną wiedzy i umiejętności. Wszyscy śmiejemy się słysząc kultowy cytat z jednego z filmów Stanisława Barei: „mój mąż z zawodu jest dyrektorem”. Chociaż przyznam, że mnie od kilkunastu lat cytat ten przestał śmieszyć, bo czyż nie jestem właśnie „z zawodu dyrektorem”? Albo uwspółcześniając język tego powiedzenia – prezesem?