Jeśli spytać przeciętnego Kowalskiego na czym polega praca menadżera, to zapewne większość pytanych pokazała by wymownym gestem palec wskazujący (Nie! Nie! Nie środkowy!). Nawet jeśli oddaje to istotę pracy menadżera, czyli kierowanie, to na pewno nie oddaje technik, które dobry menadżer musi stosować.

Jeden z głównych obszarów to komunikacja. W końcu, aby kierować ludźmi trzeba się z nimi komunikować. Ale wielki błąd popełniłby ktoś, kto potraktowałby komunikację z ludźmi jako mówienie do nich. To także słuchanie, gesty, intonacja, mimika.

Jak wszystkie umiejętności, tak i umiejętność skutecznego i efektywnego komunikowania się można posiąść w chwili narodzin, jako wrodzony talent albo wyuczyć się w drodze ćwiczeń i treningów. A przecież nawet i talent, jak diament, wymaga pracy, aby stać się brylantem.

Mam w swoich doświadczeniach systematyczną pracę ze specjalistami uczącymi prawidłowej komunikacji w sytuacjach zawodowych. Na początku nie byłem entuzjastą takich treningów, gdyż bardziej niż z pracą, kojarzyły mi się  ze znanymi przypadkami, gdy kontrowersyjni politycy korzystali z usług fachowców od wizerunku i wystąpień publicznych. Jednak z czasem zmieniłem zdanie i doceniłem to, jak wiele można osiągnąć mając podstawowe nawet umiejętności komunikowania się. Właśnie – komunikowanie się, a nie kreowania własnego wizerunku.

Co kilka miesięcy organizowana byłą sesja, najczęściej trwająca od rana do późnego popołudnia. Na sali znajdowali się trenerzy (2-3 osoby), trenujący (maksymalnie 4-5 osób) oraz kamera. Rozgrzewka w postaci krótkiej autoprezentacji. Po nagraniu każdego trenującego, wspólne oglądanie, wskazywanie dobrych elementów, analiza błędów. I ponowne nagranie. Aż do skutku. Często wielokrotnie, aż do znudzenia.

Część główna to najczęściej przygotowanie do konkretnego wystąpienia (np. uroczystego otwarcia inwestycji albo konferencji prasowej na konkretny temat). Ale jeśli w najbliższych planach nie było żadnego z wymienionych wydarzeń, główną część zajmowały symulowane rozmowy z dziennikarzami. Im bardziej złośliwymi, przerywającymi oraz zadającymi agresywne i niewygodne pytania, tym lepiej. Często sam wymyślałem niewygodne pytania (wszak, kto lepiej od samego zainteresowanego wie, co jest dla niego niewygodne?).

Z doświadczenia wiem, jak bardzo takie treningi okazywały się użyteczne. Przede wszystkim emocjonalnie – gdy na ćwiczeniach padły wszystkie „trudne pytania”, to występując w realnej sytuacji byłem spokojniejszy, miałem poczucie, że jestem dobrze przygotowany. Więc jeśli ktoś wie, że jego słabszą stroną jest opanowanie i trzymanie w ryzach emocji, to takie treningi zdecydowanie mu polecam. Ciekawym doświadczeniem było zaproszenie na trening podwładnego. To zdecydowanie podniosło emocjonalną poprzeczką. Przecież szef powinien wypaść co najmniej dobrze, a najlepiej – najlepiej.

Wiedzieć co ma się do powiedzenia to jedno. Panować nad emocjami drugie. Dostosować do sytuacji i treści gesty i mimikę to trzecie. A całość składa się na to, co jest podstawą w komunikacji, czyli na spójność, a w ślad za nią – wiarygodność.

Doskonałym przykładem, jakie znaczenie w komunikacji ma spójność jest dość stary skecz Skauta Piwnego, Janusza Rewińskiego. Omawiając zalety mleka, jego zbawienny wpływ na zdrowie i kondycję człowieka krzywił się niemiłosiernie, jakby pił sok z cytryny. Natomiast przestrzegając widzów przed zgubnymi skutkami picia piwa, miał twarz błogą i uśmiechniętą. Nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, że Skaut nie bez kozery nazywa się Piwnym, a nie Mlecznym. To doskonały przykład, dość znanej i naukowo potwierdzonej tezy, że w warunkach niespójności komunikacyjnej, dużo ważniejsze jest jak się zachowujemy niż co mówimy.